piątek, 19 lutego 2016

Obejdzie się bez listu gończego

U mnie wszystko gra. Po ukończeniu studiów zyskałam mnóstwo czasu na rozwijanie swoich licznych zainteresowań. Po pierwsze: objęłam stanowisko szefa kuchni u mnie w domu, a po drugie: przeczytałam tej zimy więcej książek, niż przez ostatnie 5 lat. Takich nienaukowych. Podjęłam wyzwanie przeczytania 52 książek w tym roku i myślę, że coś koło kwietnia skończę…

Poza tym, intensywnie przebieram w tych wszystkich ofertach pracy, które na mnie spłynęły wraz z zarejestrowaniem się w urzędzie. Mogę zostać: pracownikiem budowlanym, kierowcą na trasach międzynarodowych, mechanikiem lub stolarzem meblowym. Jak łatwo się domyślić, już dawno zorientowałam się, że w tym kraju nie ma pracy dla ludzi z moim wykształceniem, więc postanowiłam poszukać pracy jakiejkolwiek.  Wymagania do pracy jakiejkolwiek są następujące:

- osoba z wyższym wykształceniem, ale najlepiej studentka;
- osoba do 25 roku życia, ale najlepiej z 10-letnim doświadczeniem;
- osoba reprezentatywna i atrakcyjna, która nie ma potrzeby posiadania rodziny i znajomych (czyt. „dyspozycyjna”);
- znajomość minimum 5 języków obcych, w tym: angielski, rumuński, chiński, swahili i migowy;
- orzeczenie o niepełnosprawności;
- posiadanie wujka w zarządzie;
- gotowość do pracy za najniższą krajową.

Szukali pracownika do drogerii, ale okazało się, że chodziło o osobę, która mieszka w obrębie miasta. Szukali dostawcy pizzy, ale okazało się, że ma to być mężczyzna. Jeżeli dziewczyna, to wymagana jest znajomość jakiejś sztuki walki. Znajomość sztuki ucieczki się nie liczy.

Potem wymyśliłam, że pójdę na staż. Znalazłam pracodawcę, który chciał mnie przyjąć bardzo chętnie, ALE pod warunkiem, że nie podpisze mi gwarancji zatrudnienia po stażu. Urząd Pracy powiedział, że takie wnioski wyrzucają jako pierwsze.

Wcześniej jeszcze miałam przygodę z pewną firmą MLM. Moja „przygoda” z tą firmą polegała jednak tylko na tym, że uciekałam przed jej pracownikami. Naprawdę, nic nie mam do takich firm i uważam, że owszem, można w niej zarobić pieniądze, ale pod warunkiem, że jest się jej dyrektorem (serio, człowiek, który to wymyślił musiał być geniuszem i mistrzem manipulacji).

Co będę robić dalej, nie wiem. Skończę studia podyplomowe i może pójdę na jakiś kurs, szkolenie albo studium, bo postanowiłam w końcu dla odmiany nauczyć się czegoś pożytecznego (rozpoznawanie roślin i porostów jest bardzo przyjemne, ale niestety nikomu niepotrzebne). Na razie wydaje mi się, że łatwiej znajdę złoty pociąg, zaginioną Arkę i Wioskę Smerfów, niż pracę. Ale możecie trzymać za mnie kciuki.

No, dobra. Napisałam co u mnie, więc co tam u Was? :D

48 komentarzy:

  1. Przeglądanie wszystkich możliwych stron internetowych z ofertami pracy to też od jakiegoś czasu moje hobby. Najbardziej lubię, kiedy znajduję ofertę, która mnie interesuje, jakimś cudem spełniam wymagania, wysyłam CV, czekam tydzień, nikt do mnie nie dzwoni, czekam drugi tydzień, dalej cisza, a tu nagle, jak gdyby nigdy nic ta sama oferta pojawia się na tym samym portalu ponownie... Raz też dostałam nawet zaproszenie na rozmowę kwalifikacyjną i otarłam się o umowę o pracę. Ostatnio jednak mój telefon uparcie milczy, dlatego zastanawiam się czy nie zacząć wysyłać do pracodawców pustej kartki w PDFie, zamiast swojego CV. W sumie na jedno by wyszło... ;)
    Póki co dorabiam jako Copywriter (na czarno, więc ciii! :)), ale co będzie dalej, też nie wiem. Ty zawsze jeszcze możesz wnioskować o przyznanie środków na działalność gospodarczą (czyt. bar mleczny :)), ja nawet pomysłu na biznes nie mam...
    PS Widzę, że groźba uruchomienia procedury listu gończego podziałała. Dobrze wiedzieć :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spoko, nikt się nie dowie ;) Ja mam duży problem ze znalezieniem oferty, do której spełniam wymagania. Środki na działalność gospodarczą to fajna rzecz, tylko trzeba się z ta działalnością utrzymać przez minimum rok, a z tym pewnie miałabym problem. Bo konkurencja mi wyrosła nieoczekiwanie na tej wsi ;)
      No, groźba podziałała. To może teraz ja za Tobą wyślę? :P

      Usuń
    2. Może lepiej nie? :D

      Usuń
    3. Dlaczego nie? Już ze sto lat nie czytałam Farmazonów ;)

      Usuń
    4. No cóż, powodów jest... pierdylion :) Ale taki najistotniejszy to ten, że ja już chyba nie potrafię pisać.

      Usuń
    5. Haha, no tak, nie potrafisz. Dobrze, że możemy się jeszcze porozumiewać alfabetem Morse'a ;D
      Mam dla Ciebie pomysł na pierwszy wpis: "Pierdylion powodów, dla których nie chce mi się pisać" :D A potem już pójdzie z górki.

      Usuń
    6. Oj, Ania! Ty dobrze wiesz ossomichozi ;) Wyszłam z wprawy, po prostu. Poza tym moja psyche ostatnio trochę szwankuje ;) No chyba że chciałabyś poczytać zwierzenia frustratki, która z każdym kolejnym dniem uświadamia sobie jak bardzo jest beznadziejna i jak bardzo do niczego się nie nadaje. To ewentualnie mogę się jeszcze zastanowić ;D

      Usuń
    7. Cokolwiek napiszesz, ja bardzo chętnie przeczytam :) Pisanie w ogóle ma właściwości terapeutyczne, wiem co mówię. W końcu jestem podobną frustratką bez żadnej pożytecznej umiejętności i doświadczenia ;D

      Usuń
    8. Jak tak dalej pójdzie, to chyba będziemy musiały założyć kółko wzajemnej adoracji ;) Już nawet mam pomysł na jego hasło przewodnie: "Jutro zarobimy kupę szmalu, a dzisiaj nie ma co się martwić." I to chyba nawet u Ciebie przeczytałam kiedyś ten mądry cytat :)

      Usuń
    9. O, to ja nawet nie pamiętam takiego cytatu ;) Kółko wzajemnej adoracji zawsze spoko :D
      Ale mam niusa. Dostałam się na staż! Do tej pory nie wiem jak to się stało, ale rozważam dwie opcje: albo ktoś się pomylił, albo mam jakieś znajomości, o których sama nie wiem :D

      Usuń
    10. No to super, GRATULACJE!!! Fajnie Ci :) Ja na mój staż trochę się unarzekałam, fakt, ale muszę przyznać, że dzisiaj tęsknię za tym wstawaniem o 5 w nocy i nawet za takim jednym tzw. trudnym klientem, od którego usłyszałam kiedyś, że nawet do biura się nie nadaję :) Ech, jest co wspominać :) Na pamiątkę został mi nawet ganglion na ręce, z którym byłam u dwóch chirurgów, z których żaden nie potrafił mi pomóc. Ostatecznie postanowiłam, że po prostu będę z tym ganglionem żyć, bo z czasem nabrał dla mnie wartości sentymentalnej :)
      To gdzie masz ten staż? I kiedy zaczynasz? Weź się pochwal :)

      Usuń
  2. Ej, co to jest ta firma MLM? Bo jakoś nie ogarniam tematu.

    Co do szukania pracy - chyba prawie każdy musi przejść przez ten mordor niestety. Lekko nie ma, ale nie wolno tracić nadziei. Ja za Ciebie trzymam mocno kciuki. Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. MLM to marketing wielopoziomowy. Działalność opierająca się głównie na manipulacji i praniu mózgów ;) Może napisze o tym kiedyś więcej, bo to, co z nimi przeszłam podchodziło pod nękanie ;)
      Generalnie, to próbuję znaleźć jakąś normalną pracę i dzięki za kciuki! :)

      Usuń
  3. Akurat za znalezienie Wioski Smerfów pewnie niejeden Gargamel solidnie by Ci zapłacił :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie zaczynam szukać :D

      Usuń
  4. Myślę, że ten wujek w zarządzie byłby najlepszy. Moje dziecko przechodzi to co ty, naa razie jest na etapie po trzeciej w tej firmie rozmowie, zostały we dwójkę. Nie budzi to w nich przyjacielskich uczuć do siebie.
    A z innej bajki - ja jestem na etapie jedzenia tylko mięsa i niektórych warzyw i kilku owoców nie z fanaberii czy odchudzania - reszta mi paskudnie szkodzi... ale ja jestem już stara:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie powodzenia dla Twojego dziecka. Ubieganie się o pracę to jak zawody sportowe, tylko że często ostatecznie nie wygrywa ten lepszy, a ten z wujkiem w zarządzie. Takie czasy.
      Czyli na mięsie i warzywach da się przeżyć? :) Ja jem dużo potraw typowo mącznych, więc ciężko jest mi się najeść, np. samą sałatką. Dlatego mam wrażenie, że po odstawieniu glutenu umarłabym z głodu ;)

      Usuń
    2. No to jeszcze dodam , że ryż - a to nie ma glutenu - po prostu mi nie smakuje. Z rzeczy zawierających węglowodany wchodzą mi ziemniaki własciwie tylko. Żadnych ziaren, nic z laktozą, jajka lepiej nie... A ostatnio przytyłam, nie wiem jakim cudem:):):)

      Usuń
    3. Ja za ryżem też nie przepadam, ale w sumie na razie to jestem wszystkożerna, wyłączając nabiał ;) Ale to też bez paniki, jak czasem zjem, to nic się nie dzieje ;)

      Usuń
  5. Biedactwo :( A będzie jeszcze gorzej... Najważniejsze to się nastawić, że pot, krew i łzy, a potem, żeby nie poddać się, kiedy dostaniemy pierwszą-lepszą. Tylko mając pierwszą-lepszą, szukać wciąż, bez zachwytu, że po tylu niepowodzeniach się udało, bo to wcale nie tak...

    Swoją drogą: zastanawiam się, jako filozof i historyk, jak mam skomentować Twoje przekonanie o bezsensie kierunku studiów. Hm... Może tak: tylko medycyna i pielęgniarstwo daje gwarancję zatrudnienia. O. A kursy? Też mogą Ci niewiele dać, staże prędzej...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raczej jestem nastawiona na ten pot, krew i łzy, bo sporo się już naoglądałam. W końcu mieszkam na Podkarpaciu, niewielu moich znajomych zostało w tym kraju, pozostali albo są bezrobotni, albo pracują z dyplomami na produkcji :/ Kuzynka po pielęgniarstwie znalazła pracę po wysłaniu pierwszego CV. Szkoda tylko, że nie każdy się na to pielęgniarstwo nadaje... ;)
      A ja od kilku dni jestem na stażu w urzędzie i w sumie to się cieszę, bo wreszcie mam powód, żeby się rano uczesać i pomalować ;)
      Ale za pół roku pewnie znów będę bezrobotna i kto wie, może też znajdę wtedy szczęście i satysfakcję? Urząd to nie jest miejsce dla normalnych ludzi ;)

      Usuń
  6. Ps. Mówiła to osoba, która nie miała, więc poszła na doktorat, a po doktoracie nie miała jej tym bardziej, zaczęła szukać po 26 roku życia i wcale jej nie znalazła przez pierwsze 3 lata, ale za to całkiem dobrze żyła, po to, aby załamać się nerwowo po jej znalezieniu, zmienić pracę, zostać dyskretnie wyrzuconą, a następnie znowu nie mieć pracodawcy, ale za to odnajdując szczęście i satysfakcję - więc chyba jestem wiarygodna???

    OdpowiedzUsuń
  7. Właśnie jestem na tym etapie co Ty. ;) Tylko, że ja dodatkowo muszę poczekać na nostryfikację mojego dyplomu, żebym w ogóle mogła zacząć pracować.
    Zrobiłam pełno kursów, który za dużo mi nie pomagają, mimo iż myślałam, że będzie inaczej.
    Najważniejsze to się nie załamać. Ja już staram sama siebie kopać w przysłowiowe cztery litery, żeby pozostać w miare dobrym stanie psychicznym.
    Życzę wszystkiego dobrego i znalezienia interesującej pracy! :):):)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I nawzajem! :) Odbieraj dyplom, rejestruj się w urzędzie i staraj się o staż. Zawsze to jakieś zajęcie i parę groszy wpadnie ;)

      Usuń
  8. Trafiłam na Twój blog. I ucieszyłam się, że trafiłam. Czytając to co napisałaś poczułam jak oddalam się od wszystkich moich problemów na bezpieczną odległość:) Gratuluję takiego podejścia do życia (co prawda to wniosek po przeczytanym tylko jednym wpisie, ale wydaje mi się, że jest prawdziwy) - mało takich osób w dzisiejszym świecie - a szkoda. W wolnej chwili poczytam więcej. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, jak miło :) Dziękuję! I też pozdrawiam :D

      Usuń
  9. No, wróciłam i też jestem z tego dumna, aczkolwiek długości Twojej nieobecności nie udało mi się pobić ;) Poszukiwanie pracy mnie czeka, toteż póki co łączę się z Tobą w bólu i na wszelki wypadek zaczynam uczyć się języka migowego i chińskiego :) Nie myślałaś o jakiś studiach podyplomowych? Na terenie Podlasia trochę terenów podlegających ochronie jest, więc ekoznawca zawsze w cenie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No w końcu jesteś! :) Myślałam o studiach podyplomowych i nawet jestem w ich trakcie :) Ale kierunek jest taki raczej luźniej związany z ochroną środowiska ;) Na Podkarpaciu, w mojej gminie jak na złość nie istnieje ani jeden nawet malutki rezerwacik przyrody. Ba, nawet nie ma żadnego pomnika przyrody ;D To się nazywa trafnie wybrać studia :D Ale ja tu jeszcze coś utworzę! ;D

      Usuń
    2. Podkarpacie, nie Podlasie, wiedziałam, że coś mi się popierniczyło :<
      Ania, nawet lepiej, masz zatem pole do działania :D

      Usuń
    3. Jedno i drugie na P, jedno i drugie ściana wschodnia, więc co za różnica ;)
      Tak, to mój cel, żeby coś zdziałać w tym kierunku! :D Ale na razie muszę porobić na stażu znajomości i dobre wrażenie ;)

      Usuń
  10. Ja wam, droga młodzieży, generalnie nie zazdroszczę. Choć z drugiej strony wszędzie słychać, że starsi są na przegranej pozycji, bo stawia się na młodych. Czyli starsi won! No to kto pracuje???
    Bo jakoś mało słyszę, żeby ludzie umierali z głodu.

    Wiem, że słaba to będzie pociecha, ale w Warszawie z pracą też jest tragicznie. No chyba, że ktoś jest zdolną korepetytorką, jak Spacja. Cała gromada znanych mi młodych ludzi po studiach jest bez pracy.
    Ale ja zawsze uważałam, że trzeba brać cokolwiek. Nigdy nie wiesz, kto wyrośnie ci na drodze, nawet jeśli aktualnie będziesz tylko sprzątać. Wiem, wiem, to uwłaczające, ale you never know...
    Najlepsze życzenia:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przy rekrutacji faktycznie większe szanse mają młodsi, tyle że większość starszych już pracuje od dawna, więc nie mają tego problemu :) Dla młodszych brakuje miejsc pracy.
      Fakt, nie mówi się że ludzie umierają z głodu, ale kolorowo nie jest. Jestem teraz na stażu w GOPSie i trochę zmieniła mi się perspektywa. W sensie widzę, że są osoby, które naprawdę ledwo wiążą koniec z końcem. Na takim tle od razu czuję się szczęściarą.
      Dziękuję i wzajemnie, wesołego jajka ;)

      Usuń
  11. Powiem Ci szczerze, że jesteś jedną z niewielu osób, które dotrzymały tej świątecznej mokrej tradycji :) Całkiem nieźle!

    OdpowiedzUsuń
  12. Aniaaa... Ty tam w ogóle żyjesz? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ledwo... Ale żyję :)

      Usuń
    2. Cieszę się, że żyjesz! Ale miałam nadzieję, że w odpowiedzi na mój komentarz napiszesz notkę... No, ale nic. Dobry i trzywyrazowy komentarz :)
      A jak tam bycie pracownikiem samorządowym? Podoba Ci się? :)

      Usuń
    3. A może być. Jako stażyści jesteśmy tam chyba jedynymi osobami, które pracują ;)

      Usuń
    4. Hm, skąd ja to znam... ;) Ale nie przejmuj się. Jutro będzie gorzej :) (od jakiegoś czasu to sobie powtarzam i wiesz co Ci powiem? Sprawdza się!)
      To trzymaj się tam jakoś! I pamiętaj: do wieku emerytalnego coraz bliżej... ;D

      Usuń
  13. A moją psychiką bywa różnie, ale... O dziwo, notka o mężczyźnie :)

    OdpowiedzUsuń
  14. (serio, człowiek, który to wymyślił musiał być geniuszem i mistrzem manipulacji).:)))))) Istnieje prawdopodobieństwo ,że czytał Berezę, tego od eliminacji zjawisk:) pozdrawiam ....serio ,dopisuję ten przysłówek, bo dopisywanie jest teraz w modzie:)prawdopodobnie zastępuje silnię ,zatem pozdrawiam serio:)

    OdpowiedzUsuń
  15. Zgłaszam obecność w nowym miejscu i przy okazji życzę Ci zdrowych, pogodnych, pełnych uśmiechu i radości Świąt :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Ej no, myślałam, że jak już się zbiorę do, nazwijmy to, powrotu, to i u Ciebie zastanę coś nowego. A tu takie rozczarowanie. Co to ma być moja droga?

    OdpowiedzUsuń
  17. Rok się kończy... rok się zaczyna.

    Nowy Rok niech Ci przyniesie
    dużo zdrowia, wiele radości,
    a przede wszystkim...
    Szczęśliwego Nowego Roku!

    OdpowiedzUsuń
  18. Mam nadzieję :) Dopisz do noworocznych postanowień!

    OdpowiedzUsuń
  19. Mam nadzieję, że jak uporam się ze studiami, to i ja będę miała więcej czasu na swoje pasje :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Kurcze, no ja też grzecznie chodzę w czapce... Zazwyczaj... Bo tak do samochodu tylko, to hop siup i już. Nie ma co psuć fryzury :P

    OdpowiedzUsuń
  21. Haaah, Ty to nawet komentarzem potrafisz mnie rozbawić :) W ogóle, wszystkie zasady dotyczące jedzenia to odrębna sprawa. A byłam w Sztokholmie :)

    OdpowiedzUsuń
  22. 4.40 to jakieś barbarzyństwo :) A mnie si wydawało, że moja 5.30 to dość wcześnie... Swoją drogą, wrócisz Ty tu kiedyś?

    OdpowiedzUsuń